Znasz to uczucie - spotykasz gościa. Nieważne, czy przystojny, czy raczej trochę mu brakuje, nieważne, czy ma krzywe zęby, czy wygląda jak reklama gabinetu stomatologicznego, ważne, że pachnie przyzwoicie, ładnie się uśmiecha, nie możecie oderwać od siebie wzroku a rozmowa klei się tak, że macie ochotę przegadać całą noc. A najlepiej już nie gadać. U ciebie, u niego, tu, na stole.
No i tak też się dzieje, przybywacie, ubrania fruwają w kierunku twojego fotela czy (na przykład) kota (który planuje już jak najboleśniej obudzić cię o 3:30 ale zupełnie o to nie dbasz) jesteście nadzy, niedoskonali, ale zupełnie nie robi wam to różnicy - chcecie siebie dokładnie teraz, w tym momencie, całych, po kawałku, teraz, zaraz, już. Cierpliwość to ostatnie słowo w waszych słownikach.
Nareszcie odklejacie się od siebie, opadacie ciężko na łóżko albo zostajecie w dziwnych pozach, może wycieracie spocone twarze i przytulacie się. Ty leżysz zadowolona, wtulasz się i patrzysz mu w oczy i słyszysz: "Dobrze Ci było"?
...
...
...
W pierwszej chwili nie jesteś pewna, czy na pewno dobrze słyszysz. Po takim wysiłku jesteś trochę wykończona i szumi ci w głowie, więc normą jest, że możesz nie ogarniać. Ale on się wpatruje w ciebie, oczekuje odpowiedzi i wiesz już, że naprawdę to zrobił. Że mogło być tak cudownie, ale coś spieprzyłaś. No bo, czy pytałby się z innego powodu? Ale zaraz, zaraz. Fruwałaś po ścianach, głowa zaliczyła chyba wszystkie rogi łóżka, sąsiedzi rano zaczną nawiedzać cię z pretensjami i ostrzegać przed tobą dzieci, kot marzy żeby wyszarpać ci struny głosowe wlepiając ślepia w twoje nieprzytomne spojrzenie, nóg nawet nie próbujesz postawić na ziemi, bo nie będziesz w stanie się na nich utrzymać ogólnie czujesz się jak bogini, a on zastanawia się, czy wszystko poszło dobrze?
Nie wiem, skąd to się bierze. To, czego ja nauczyłam się o mężczyznach to fakt, że (w zależności od wyznawanych wartości) chcą albo poczuć się dobrze jako kochankowie (czyli najzwyczajniej w świecie połechtać swoje ego) albo naprawdę martwią się o to, żeby tobie było dobrze, znane jest także połączenie tych dwóch stanów. Powiedziałabym, że to trochę odpowiednik naszego celulitu i rozważań, czy on uzna mnie za wystarczająco seksowną. O ile jednak dojrzała, świadoma swojego ciała babka nie powinna już mówić tego głośno - facet naprawdę nie zwraca uwagi na takie szczegóły, zwłaszcza w momencie, kiedy dochodzi już do zbliżenia, o tyle mężczyźni z jakiegoś powodu potrzebują takiego potwierdzenia i to pomimo wszystkich twoich wrzasków i (jego) podrapanych pleców.
I nie będę oszukiwać, że kiedy słyszę to pytanie mam ochotę udusić go poduszką albo wytoczyć działa w postaci sarkazmu i rzucić coś w stylu "NO WIESZ, TAK W SUMIE TO..." ale nie. Kiedy patrzę w oczy temu biedakowi (nic obraźliwego, naprawdę uważam, że to słodkie!), który naprawdę potrzebuje tego potwierdzenia tak jak ja potrzebuję się przytulić i mogę mu je dać (chociaż już raz to zrobiłam, a w sumie, może nieraz ;)), to przełykam ślinę i uśmiecham się słodko mówiąc, że było cudownie. Nie, nie kłamię, nie mam powodu. Jasne, że trochę mi przykro, że nie wziął za dobrą monetę wszystkiego co działo się między nami (nigdy niczego nie udaję), ale to naprawdę nic mnie nie kosztuje, a może bardzo pomóc w chwili jego słabości.
I zapewne jeśli się jeszcze spotkacie, będziecie parą albo po prostu wybierzecie formę seksu bez zobowiązań (czy też, jak to ładnie się zwie 'friends with benefits'), znowu będziecie uprawiać gorący, namiętny seks on znowu będzie potrzebował potwierdzenia. Daj mu je. Dla ciebie to jest tylko wypowiedzenie głośno tego, co czujesz. Dla niego to ważny element samooceny. A dla was gwarancja, że czeka was jeszcze sporo fajnych chwil.
Świetnie piszesz :) masz Dar :)
OdpowiedzUsuńA dziękuję :)
Usuń