I nawet, jeśli weekend nie zaczął się cudownie, bo... Bo jestem chodzącą porażką ;)
Poszłam sobie do OTP wypłacić resztę moich ciężko zapracowanych pieniędzy. Jednym ze standardowych ekranów jest komunikat w rodzaju: "jeśli bankomat nie wyda żądanej kwoty, skontaktuj się z nami" więc Grażynka pomyślała "Hmm... ciekawe, co by się stało..."
Zgadnijcie, co się stało. Tadaaaam :)
Oczywiście do śmiechu mi nie było, bo na koncie pozostawiłam wyłącznie to, czego mi PayPass nie ściągnął. No ale wzięłam, bilet choć niedużo, to wciąż kosztuje. Ale, ale...
Jadę metrem, przesiadka na trama, pośpiech, wszystko szybko, na już... I tramwaj nie w tą stronę. Kurwy latały jak ptaki przed zimą, łez wylanych nawet w wiadrach nie zliczę.
Krótki, półgodzinny opierdol od Mamuśki (włączając fakt, że zawsze ryczę; że gdy kilka stopni na dworze, ja śmigam w conversach i że w ogóle zamiast poprosić o pomoc to panikuję) i mój ukochany zawitał w Budapeszcie by wyratować mnie z opresji i kolejnej godziny na mrozie.
I już pomijam tu tak drobne rzeczy jak fakt, iż zabrał mnie na jedzenie, chociaż zapierałam się, że nie jestem głodna, że pocieszał, tulił, dbał, opiekował się. Sam fakt tego, że jest i że to wszystko nie jest snem jest cudowne. Nie sądziłam, że zasługuję na to, by to ktoś wokół mnie skakał. Ale, jak widać, z czasem wszystko się prostuje.
I szkoda tylko, że ten weekend już się kończy. Ale i Kicia stęskniona, i Monika wróciła z Wiednia, więc trzeba było zjeść jeszcze więcej (jakby pita z hummusem i falaflami nie wystarczyła, jakbym nie miała zupy szpinakowej od mamy mego lubego i jakbym nie wpierdzielała jak dzila szaloncukor, no ale jak zapraszają, jeszcze na wegetariańskie :).
A teraz czas spać. Jutro znowu praca, życie, czas się obudzić ze snu.
Ale za kilka dni znowu weekend :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za SPAM dziękujemy.
Krytykę konstruktywną bardzo chętnie przyjmiemy (czytaj: foch i tupanie nogami), jeszcze chętniej miłe słowa.
A nalepiej kwiaty i czekoladki.