5:55 nie jest najlepszą godziną do wstawania, zwłaszcza, kiedy jesień zawitała do Węgrystanu i na dworze ledwo 9 stopni. Ale dziś nie potrzebowałam srajfona, aby się obudzić. Zamiast tego, z mego błogostanu wyrwał mnie... kaszel. I nie, nie mój, ani też nie Moniki. Dusił się Dolfi. Serce stanęło mi w gardle (zwłaszcza, że dopiero uratowaliśmy go z opresji w jaką wpędziło go posiadanie penisa) ale już chwilę później zrozumiałam, że to głupie zwierzę bynajmniej nie dusi się z powodu choroby, ale... uwaga... dlatego, że postanowiło poczęstować się zsemlemorzsa, czyli niczym innym jak bułką tartą... Ale żeby nie było tak miło, to postanowił ją otworzyć już w kuchni, a następnie resztę przeciągnąć do pokoju.
Nie wiem, które z nas miało głupszą minę - ja, Monika, czy Dolfina próbująca odkrztusić resztki swojego nowego przysmaku. I, szczerze mówiąc, kolejny raz napady śmiechu uchroniły to stworzenie przed przyrządzeniem na kolację a jego futro przed wysyłką dla mamy.
Ale cóż... Dzień bez przeszkód (nawet w postaci okruchów pomiędzy palcami) dniem straconym.
Zasadniczo przez większość dnia nic się nie wydarzyło (pomijając Hindusów, którzy zabrali piłkę i śmiali się dosyć bezczelnie do siebie, kiedy przyszłyśmy zagrać i nie mogłyśmy jej znaleźć, ale cudownie wróciła na miejsce, kiedy przyszedł na nich czas), no może poza faktem, że postanowiłyśmy zamówić pizzę i, OCZYWIŚCIE (bo czego miałabym oczekiwać od życia?) przyjechała ponad 20 minut za późno.
Tak. Takie małe rzeczy sprawiają, że życie w Węgrystanie zamienia się w pasmo koszmarów, którego nawet kolejny odcinek Catherine Tate Show nie potrafi przerwać (ale przynajmniej można się nieźle uśmiać - sprawdźcie TUTAJ) I nawet drink w jednym z tych "fancy places" jakim jest Instant nie smakuje tak dobrze (a może to wina barmanki, która nie tylko nie wiedziała, czym jest Froccs (WTF?) ani jak sklecić Pinacoladę, ale jeszcze pokrywała niewiedzę brakiem kultury?).
Ważne, że jesteśmy już w domu. Raczej nic już złego nas nie czeka. (Dobrego też zapewne nie, ale skoro nasz plan na przeżycie w tym miejscu składa się z WSTANIA-PRZEŻYCIA-PÓJŚCIA SPAĆ, to śmiało mogę powiedzieć, że dziś i tak osiągnęłyśmy więcej, niż nic).
Plan na jutro bez zmian. Byle do piątku!
Ps. A tak wyglądamy, jakby ktoś pytał (nie, nie mamy za dużo wolnego czasu, to kwestia odreagowania :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za SPAM dziękujemy.
Krytykę konstruktywną bardzo chętnie przyjmiemy (czytaj: foch i tupanie nogami), jeszcze chętniej miłe słowa.
A nalepiej kwiaty i czekoladki.