Wszystko się zmienia.
Z małej, nieszczęśliwej dziewczynki z wiecznym pechem staję się kobietą, której jedyną stałą są komplikacje.
Ale zaczyna się klarować. Zakochałam się, ganiam jak nakręcona, a właściwie to fruwam. I nawet moje humory są bardziej znośne. Ale cudownie jest słyszeć z rana, że jest się piękną, widzieć, że ktoś naprawdę dba, przytuli, pocieszy a nawet umyje gary, powstawia okna, naprawi piecyk.
Takie małe, przyziemne sprawy.
I wszystko by szło ku dobremu, gdyby nie kasa, która jakoś się mnie nie trzyma. Kot (a jakże inaczej :) zeżarł mi ładowarkę, a jak chciałam kupić nową, rozbiłam telefon (mój różowiutki iPhone! :( ).
A potem nagle okazało się, że jakoś przeżyłam to, nie płakałam, nie przeklinałam (dobra, dużo krócej niż zwykle) bo kasa i rzeczy to nie wszystko. Stać mnie, by się utrzymać, ubrać, zjeść, rower mam, czasem jakieś wyjście, impreza, pub czy kawiarnia. Czego trzeba mi więcej, kiedy mam przy boku kogoś, kogo uwielbiam i kto uwielbia mnie?
A w grudniu Polska :) Za to prawie całe święta i nowy rok pracuję. Who cares? Nie będę z rodziną, nie cieszę się z tego, ale Norbert obiecał mi jakoś poprawić humor.
Jest dobrze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za SPAM dziękujemy.
Krytykę konstruktywną bardzo chętnie przyjmiemy (czytaj: foch i tupanie nogami), jeszcze chętniej miłe słowa.
A nalepiej kwiaty i czekoladki.