Dzikie uczucie. Jest mi dzisiaj jakoś smutno i czuję się przybita. Niby nic szczególnego, wiadomo, że całego życia nie spędzimy razem, ale przyzwyczaiłam się już do tego, że spędzamy razem wieczory, że nabijamy się ze wszystkiego i wszystkich, że oglądamy po raz kolejny ten sam, głupi serial albo dyskutujemy o wszystkim i o niczym. Przyzwyczaiłam się nawet do tego, że Dolfi woli spac z Nią, zamiast ze mną. Nauczyłam się gotowac dla dwóch osób, kupowac jedzenie, nawet stałam się trochę bardziej znośna społecznie (przynajmniej w stosunku do Niej).
Ale cóż.
Nie będę płakac jak dziecko, skoro i tak zobaczę Ją jutro w pracy, a pewnie i tak będziemy widywac się milion razy w tygodniu (i nie mam tu na myśli firmy).
Jestem przybita, mimo wszystko.
Nawet mimo tego, że Adam zawitał do Węgrystanu i Gracelandu (tak, aktualnie kisimy się na 26 metrach w trzy osoby + kot).
Będzie dobrze.
Mam nadzieję.
Roszada lokatorów? Mam nadzieję, że przyszłe wpisy będą równie ciekawe, mimo, że Monika nie będzie ich tak częstym (jak zakładam) bohaterem ;-)
OdpowiedzUsuń