Weekend minął, po zwolnieniu nie zostało nawet wspomnienie, należało więc udać się do Fabryki Plotek (a może czegoś nowego się dowiem?) Przez większość czasu nie zrobiłam nic produktywnego i zadowolona z siebie udałam się do domu.
Prawie nic nie mogłoby spieprzyć mojego dzisiejszego nastroju, gdyby nie mały incydent.
Otóż, ktoś z moich szanownych, uwielbianych kolegów z najcudowniejszej firmy świata doniósł na mnie, iż opublikowałam post krytykujący fakt, iż wielkie korporacje wszystko komplikują...
Tadaaaam! Gdyby nie fakt, że otrzymałam PISEMNE UPOMNIENIE i drugi, że ktoś na mnie kolejny raz doniósł, potraktowałabym to jako żart. Ale nie, to żart nie był, i bynajmniej nikomu, poza mną do śmiechu nie było.
Ale trudno. Kocham moją firmę, nie zamieniłabym jej na nic innego w życiu, jest najcudowniejszym miejscem. Amen.
PS. Żeby było śmiesznie, w tym miesiącu zdążyłam dostać jeszcze nagrodę za moją pracę. Kto ich zrozumie?
A to skutki nadmiaru wolnego czasu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za SPAM dziękujemy.
Krytykę konstruktywną bardzo chętnie przyjmiemy (czytaj: foch i tupanie nogami), jeszcze chętniej miłe słowa.
A nalepiej kwiaty i czekoladki.